Świadectwa

Marta

Mam na imię Marta. Jestem tu dzięki łasce Pana Jezusa.

Wychowałam się w rodzinie katolickiej,  z moja wiarą bywało różnie, wydawało mi się, że jak mówię że wierzę w Pana Boga to wszystko jest w porządku i już nic nie trzeba z tym robić, przecież urodziłam się chrześcijanką  i jestem chroniona, tylko nie zdawałam sobie sprawy że wiarę do Boga należy pielęgnować, udoskonalać, wzbogacać , że fundamentem do tego jest Biblia .

Zamiast zbliżać się do Boga  małymi kroczkami  oddalałam się,  nie zdając sobie sprawy, że zły duch podstępnie mną manipuluje. Korzystając z różnego rodzaju książek, „psychoterapii”, ustawień Berta Helingera ,metod relaksacyjnych itp. chciałam po prostu być lepszym człowiekiem, pragnęłam uzdrowienia, lepszych relacji rodzinnych, tylko nie zdawałam sobie sprawy iż brnęłam w coraz większą ciemność. Przy tym wszystkim nadal się modliłam, ale ta modlitwa nic nie dawała, nie mogłam się skupić, czułam że przemawiają przeze mnie puste słowa, przestałam chodzić do Kościoła.

W pewnym momencie mając świadomość, że grzeszę  potrafiłam to sobie wytłumaczyć, że tak jest lepiej, że nie czynię źle tylko dobrze, poczułam że tracę kontrolę nad swoim życiem, czułam pustkę w sercu,  zaczęłam mieć poczucie winy, nagle zapragnęłam prawdziwej modlitwy, którą kiedyś z wielką wiarą odmawiałam,  ale czułam że sama nie dam rady, powiedziałam o tym mojej siostrze a ona prosiła innych by się za mnie modlili , teraz wiem że Jezus był przy mnie przez cały ten czas tylko czekał na moje” tak”, postawił mi ludzi na mojej drodze którzy doprowadzili mnie do niego, dostałam różaniec, wstąpiłam do różańca internetowego „Różaniec rodziców za dzieci” i to był mój pierwszy krok do pojednania się z Panem Jezusem.

Siostra powiedziała mi o mszy uzdrawiającej. Na pierwszej z nich stałam gdzieś daleko i patrzyłam nieufnie na to wszystko  do momentu jak usłyszałam głos : nie bój się,  Jezus Cię kocha i nigdy Cię nie opuścił, czeka na Ciebie, podejdź do niego, nie odważyłam się, wydawało mi się,  że po tym wszystkim co uczyniłam nie ma dla mnie współczucia, wróciłam do domu przygnębiona ale już nie mogłam doczekać się następnej mszy, cały czas coś mnie tam ciągnęło – ten spokój w sercu.

 Na drugiej mszy coś kazało mi wstać i iść do ołtarza, klęczałam tam i klęczałam, a łzy płynęły jak strumienie, poczułam spokój,  na trzeciej mszy czułam się już bardziej pewnie i bardzo bezpiecznie. Jak dowiedziałam się o rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym  - Przeżyj to sam, poczułam że to jest to czego mi właśnie potrzeba.

 Zrozumiałam, że sensem mojego życia jest być posłusznym Bogu i wypełniać jego wolę, nie zdawałam sobie sprawy jakie moje życie było marne bez obecności Boga, sama chciałam być jak Bóg wszechwiedząca, wszechmogąca, przez to utraciłam swoją duszę,  ale poprzez szczery rachunek sumienia, spowiedź, pokutę odzyskałam ją i czuję że jestem dzieckiem Bożym gotowym przyjąć Jezusa Chrystusa do swojego serca i powierzyć mu swoje życie.

To Bóg nas stworzył i już od początku wie o nas wszystko, ma dla nas plan, tylko to od nas zależy czy mu zawierzymy w 100%, Jezus oczekuje od nas współpracy. Miłość Boża jest bezwarunkowa, Bóg kocha nas takimi jakimi jesteśmy i nic nie jest w stanie zachwiać jego miłości do nas. Zrozumiałam że z grzechu nie mogę wyjść o własnych siłach do tego potrzebny jest Bóg i moja wola. Dziękuje Ci Panie Jezu że otworzyłeś moje oczy i uszy , teraz mogę lepiej widzieć i słyszeć.

 

Kiedy 13 listopada 2012 roku przyjęłam Pana Jezusa jako swojego Pana i zbawcę po uprzednim wyrzeczeniu się wszystkiego co od Boga nie pochodzi wydawało mi się, że jestem nawrócona, dopiero niedawno zrozumiałam, że nawracanie to jest proces, który trwa…

Pojechałam na ” Niebieskie rekolekcje uwolnienia” w Kowarach prowadzone przez Roberta Tekieli w zasadzie bardziej dla siostry niż dla siebie,  ja już przecież byłam po eucharystii uwolnienia od moich grzechów i uzdrowieniu mojego serca.

W pierwszy dzień Pan Robert zadał pytanie po co tu przyjechaliśmy? Od razu na myśl mi przyszło, że po to aby jeszcze bliżej być Pana Jezusa, choć wydawało mi się, że już jestem blisko…, na drugi dzień uświadomiłam sobie, że pomimo wyznania moich grzechów  i otrzymania rozgrzeszenia   od Pana Boga ja nadal żyję w rozpaczy i jest to grzech przeciwko Duchowi Świętemu, na modlitwie wstawienniczej prosiłam o łaskę przebaczenia samej sobie, trzeciego dnia poczułam w sercu, radość, pokój oraz bezwarunkową miłość Pana Jezusa podzieliłam się  tym z innymi mówiąc, aby nie bali się Pana Boga bo jest miłosierny, i kocha nas takimi jacy jesteśmy i choć by nasze grzechy były jak szkarłat wielkie to mówiąc Jezusowi „tak” otrzymamy  zbawienie,  wracałam do domu pełna spokoju, wiary, nadziei i miłości.

Jednak następnego dnia  nie mogłam znaleźć sobie miejsca, dziwne myśli i lęk opanował moje serce, popadłam w dziwną melancholię, po modlitwie było mi lepiej,  w poniedziałek poszłam przed Najświętszy Sakrament i powiedziałam:  Jezu Ty wiesz co się dzieje w moim sercu oddaje to Tobie, we wtorek przyszłam tu na spotkanie, pragnęłam znowu poczuć radość w sercu, Sławek mówił o dawaniu świadectw, zrozumiałam że muszę się podzielić, że nie mogę tylko tu przychodzić i brać od innych, Jezus pragnie aby każdy dzielił się tym co z nim przeżywa, że Wy tu wszyscy zebrani też potrzebujecie dowodu na to.

Na ostatniej mszy skupiłam się na uwielbianiu Pana Boga, jakaś niesamowita radość, szczęście, ciepło ogarnęło moje serce, poczułam ten podmuch wiatru, zrozumiałam że należy zachować hierarchię w rozmowie z Panem Bogiem:uwielbienie, podziękowanie , prośba   a to wszystko, aby  doskonalić się w MIŁOSCI!!!

Chwała Panu!

Amen

Magdalena

 Mam na imię Magdalena. 6 lat temu na Eucharystię z modlitwą o uzdrowienie zaprosziła mnie i męża nasza znajoma ze wspólnoty Benedictus. Zwierzyliśmy się jej, że nie możemy mieć dziecka, gdyż choruję na choroby, które utrudniają lub uniemożliwiają poczęcie. W drodze na Mszę myślałam: "Panie Boże, jeśli się zespułam, to Ty mnie napraw". W czasie Eucharystii ks. Andrzej mowił kogo Pan Jezus taraz uzdrawia,

 słuchałam go z nadzieją, że i o mnie coś powie. Faktycznie, za chwilę usłyszałam: "W tej świątyni jest dziś dużo par, które mają problem z prokreacją. Bóg da wam dziecko, za rok będzie dziecko". Pomyslałam: "Skoro jest tu tyle par z takim problemem, to skąd mogę wiedzieć, Boże, że to słowo jest do nas?" I w tym momencie ks. Andrzej powiedział: "Jezus mówi, że będzie naprawiał to, co się zepsuło". Jezus dał mi mocno do zrozumienia, że to chodzi własnie o nas, że usłyszał jak prosiłam, aby mnie naprawił. To proroctwo trzymało mnie w nadziei. Jak Bóg obiecał tak się stało! Za rok począł się Michałek! Bóg nie zabrał ode mnie moich schorzeń, ale mimo ich pokazał, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy Michałek mial 1,5 roku, poczęła się Judytka! Dziś są małymi łobuzami i uciechą serca dla mnie i mojego męża. pragnęliśmy chociaz jednego dziecka, Bóg pokazał nam jak jest hojny. Daje zawsze więcej niz prosimy :)

Kolejny raz wspaniały Bóg doświadczył mnie Swoją miłością i uzdrowieniem właśnie po urodzeniu Judytki. Po porodzie miałam problem z kościami miednicy i czekało mnie leżenie w pasie ortopedycznym przez kilkanaście tygodni. Gdy stanelam na nogi, dał znac o sobie kręgosłup, który sprawiał taki ból, że nie mogłam spać w nocy i z trudem się poruszałam. Nie potrafiłam szybko zerwać się z łózka gdy Judytka płakała, a mąż był w pracy. Po 3 miesiącach takiej męki, ćwiczeń nie dających rezultatów znów pojechałam na Eucharystię z modlitwą o uzdrowienie na Horbaczewskiego. Podczas modlitwy za trych, którzy mają chory kręgosłup poczułam, jakby ktoś ten mój obolały kręgosłup nastawił. Poczułam się wtedy tak niegodna bycia w tej świątyni, doświadczyłam zderzenia mojej nędy ze wspaniałością Boga. Wtedy Pan uzdolnił mnie do uwiebienia Go bez strachu i z wielką radością. Zaczęłam podejmować w mojej wspólnocie posługi, którymi chciałam słuzyć, ale nie miałam odwagi. Od tej Eucharystii nie było już z tym żadnego problemu. To było wspaniałe uzdrowienie - uzdrowienie duszy, która chciała uwielbiać Boga a nie mogła. A to, że na dugi dzień obudziłam się wyspana i wyskoczyłam z łóżka na dźwiek płaczu córy nie odczuwając żadnego bólu - to był już tylko dodatek :) BÓG JEST DOBRY. NAPRAWDĘ!!!

Benedictus to znaczy - szczęśliwy, radosny, błogosławiony.

"Benedictus" to także pieśń w Ewangelii wg św. Łukasza 1,68-79 która jest wyzwaniem i obietnicą!
Zaczyna się słowami "Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił"

 

Księgarnia - Kawiarenka B E N E D I C T U S

  • Zaprasza codziennie (oprócz śr.): 17.30-19.00
  • W niedziele: 10.30-14.00

Wspólnota BENEDICTUS

  • przy parafii pw. Św. Maksymiliana M. Kolbego we Wrocławiu
  • ul. Horbaczewskiego 20
  • 54-130 Wrocław
Top
Na stronie używane są pliki ciasteczek. Kontynuując przebywanie na stronie zgadzasz się na ich używanie. More details…